| Depresja i stany obniżonego nastroju |
| Zdrowie - Choroby |
|
Równowaga psychiczna jest bardzo delikatną i kruchą materią. Nikt z nas nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością: "mnie zaburzenia zdrowia psychicznego, utrata równowagi psychicznej nigdy dotyczyć nie będą". Nie znamy własnej przyszłości, sytuacji, które szykuje nam los... Na wiele spraw po prostu nie mamy wpływu, a nawet, jeśli mamy, to jest on często bardzo ograniczony przez warunki zewnętrzne oraz nasze możliwości.
Aby jednak zwiększyć własne szanse na długotrwałe, oparte na solidnych podstawach zdrowie psychiczne, konieczne jest podejmowanie regularnych działań z zakresu higieny psychicznej. Higiena psychiczna Właściwa higiena psychiczna to działania zmierzające do ochrony zdrowia psychicznego, rozumianego jako wewnętrzna równowaga, brak zaburzeń emocjonalnych, harmonijne współżycie z otoczeniem, zdolność przystosowywania się do zmieniających się warunków życia lub zdolność do wszechstronnego rozwoju. Higiena psychiczna to z jednej strony profilaktyka, chroniąca nas przed obniżeniem nastroju, niepokojem, nadmiernym stresem, które w konsekwencji mogą prowadzić do bardzo poważnych skutków, takich jak załamanie nerwowe czy utrata wiary w sens życia. Z drugiej strony higiena psychiczna to sprawne, efektywne radzenie sobie z występującymi w naszym życiu trudnościami. Tak jak nasze mięśnie potrzebują odpoczynku po pracy fizycznej, czy intensywnym ruchu, tak i nasza psychika musi mieć szansę na powrót do sił po trudnym, wyczerpującym dniu, czy przykrym zdarzeniu. Niekiedy wystarczy spacer czy spotkanie z przyjaciółką, czasami przydadzą się ćwiczenia relaksacyjne lub medytacja, kiedy indziej potrzebny jest sen, czy rozładowanie napięć. Warto mieć kilka własnych, sprawdzonych sposobów odreagowywania stresów i niepowodzeń, które możemy w razie konieczności wykorzystać. Stany obniżonego nastroju Nawet pomimo podejmowania działań z zakresu higieny psychicznej i dbania o własne zdrowie psychiczne, u wielu z nas istnieje niestety ryzyko pojawienia się utraty równowagi wewnętrznej a nawet wystąpienia zaburzeń nastroju typu depresyjnego. Mogą one przybrać postać niewielkiego przygnębienia, ale mogą być tak poważne, że uniemożliwiają funkcjonowanie człowieka w podstawowych sferach życia. Należy jednak pamiętać, że w języku potocznym słowo "depresja" zrobiło wielką karierę i jest powszechnie nadużywane. Często słyszymy: "mam depresję", co należy rozumieć jako obniżenie nastroju. W ciągu życia niejednokrotnie doświadczamy przygnębienia, smutku czy chandry, ale nie musi to oznaczać, że jesteśmy chorzy na depresję. Stany obniżonego nastroju mogą być wynikiem różnorodnych sytuacji. Czasami nie udaje nam się czegoś zrobić, pokłócimy się z ważną dla nas osobą lub ktoś potraktuje nas niesprawiedliwie. Nie zawsze też mamy tyle energii, ile byśmy chcieli. Nasza codzienność składa się z ogromnej liczby najróżniejszych stresów, konfliktów i wykluczających się dążeń. W sytuacjach przemęczenia, nadmiernego pośpiechu, niepowodzeń lub utraty kogoś ważnego pojawia się smutek i przygnębienie. Stajemy się apatyczni i bierni, brak nam motywacji do działania, a przyszłość widzimy w czarnych barwach. Jest to reakcja całkowicie zrozumiała i normalna. Ważne jest, aby jak najszybciej uświadomić sobie swój stan psychiczny i jego powody, a następnie zaplanować sposób poradzenia sobie z przykrymi emocjami. Czasami wystarczy odpoczynek lub szczera rozmowa z kimś zaufanym. Czasem jednak potrzebne jest coś więcej - konieczność przeanalizowania problemów i znalezienie konstruktywnego rozwiązania. Musimy pogodzić się z tym, na co nie mamy wpływu i zastanowić się, co może być dla nas źródłem energii. W sytuacjach obniżonego nastroju i braku motywacji do działania nie ma jednego, najlepszego wyjścia z sytuacji. Nie ma jednej recepty. Zazwyczaj wystarczy autorefleksja, ustalenie hierarchii ważności spraw lub podjęcie odważnej decyzji wprowadzenia zmian we własnym życiu. Czasami jednak potrzebna jest pomoc terapeuty. Zwłaszcza, jeśli stan przygnębienia, czy obniżonego nastroju przedłuża się. Depresja Depresja jest najczęściej występującym zaburzeniem psychicznym, zaliczanym do zaburzeń nastroju. Z danych przedstawionych przez Światową Organizację Zdrowia wynika, że stanowi ona obecnie czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie, który niewątpliwie, w ostatnich latach wyraźnie narasta. Przyczyny tego stanu są oczywiste: ciągle zwiększające się tempo życia, zagrożenie bezrobociem, presja zrobienia kariery, stres. Ludzie nie wytrzymują codziennego napięcia, stawiania "poprzeczki" coraz wyżej. Stany depresyjne mogą osiągać tak duże natężenie, że utrudniają lub nawet uniemożliwiają wykonywanie nawet najbardziej podstawowych funkcji życiowych, takich jak spanie, jedzenie i myślenie. Depresja zaburza sen, zmniejsza łaknienie, popęd seksualny, może powodować przewlekłe bóle głowy, żołądka, problemy z koncentracją uwagi i co najważniejsze, sprawia postrzeganie świata wyłącznie w ciemnych barwach. Choroba wpływa na funkcjonowanie rodzinne, zawodowe i społeczne chorego. Czasem pojawia się jako reakcja na silny stres, uraz, szczególnie trudną sytuację. Jednak czasami pojawia się także wtedy, gdy życie toczy się zwykłym trybem i nie ma żadnego szczególnego powodu do obniżenia nastroju lub smutku. Depresja to coś zupełnie innego niż tylko przejściowe pogorszenie nastroju, czy przysłowiowa chandra, choć niekiedy granica między zwykłym przygnębieniem a depresją nie jest ostra. Do najczęstszych objawów depresji należą: znaczne i utrzymujące się obniżenie nastroju, spowolnienie myślenia, kłopoty z pamięcią, wyraźny spadek energii i motywacji do działania, poczucie ciągłego zmęczenia, lęk, drażliwość, pesymizm, zaburzenia snu, różne dolegliwości somatyczne. Depresja może utrzymywać się miesiącami lub latami. Rozpoznanie choroby jest jednoznaczne ze wskazaniem do podjęcia leczenia. Właściwe i szybkie podjęcie odpowiedniego leczenia, jest niezwykle istotne, gdyż konsekwencje nieleczonej depresji mogą być bardzo poważne - uzależnienia od alkoholu czy leków, całkowite wycofanie się z życia, zerwanie kontaktów zawodowych i społecznych, choroby somatyczne a nawet samobójstwo. Prawidłowe leczenie sprawia, że depresja ustępuje, a przynajmniej zmniejsza się jej nasilenie u zdecydowanej większości chorych. Celem leczenia jest usunięcie wszystkich objawów zaburzenia, zarówno psychopatologicznych jak i fizycznych. Metody terapii dobierane są w zależności od przyczyn depresji, jej głębokości, jak i czasu trwania. Najczęściej leczenie depresji ma charakter kompleksowy, uwzględniający stosowanie leków przeciwdepresyjnych, psychoterapię i leczenie chorób somatycznych (jeśli występują). Aby jednak osoba z depresją podjęła leczenie konieczna jest często pomoc ze strony najbliższych. Przez swoją aktywność (poszukanie odpowiedniego terapeuty, ustalenie terminu wizyty, uporczywe namawianie do leczenia) mogą oni sprawić, że cierpiąca osoba trafi do specjalisty i zacznie mieć nadzieję, że leczenie przyniesie rezultaty i że wkrótce także dla niej zaświeci słońce. Materiał opracowany przez psychologa Krzysztofa Parusińskiego, specjalistę psychologii klinicznej.
Set as favorite
Bookmark
Email This
Komentarze (50)
![]()
Nie mam już siły...
Napisane przez załamana, 15 marca, 2007
Chyba mam depresję,ale nikogo to nie obchodzi, moja mama twierdzi,że marudzę i że ma swoje własne problemy... jest coraz gorzej, nie jestem w stanie sie uczyć, mam trudności z zapamiętaniem najprostszych rzeczy, opuściłam sie w nauce, bo kompletnie nie mogę się na niej skoncentrować, wciąż jestem senna, zmęczona, mam myśli samobójcze... To trwa już ponad pół roku i jest coraz gorzej... Zbliża sie matura, aleja już nie mam siły o tym myśleć, nie mam siły się uczyć... :(
Do Załamanej
Napisane przez Paulina, 20 marca, 2007
Twarda jestes skoro wytrzymujesz pół roku...ja nie wytrzymałam dwoch miesiecy. Na poczatku tez chcialam sobie poradzc z tym sama. Myslalam sobie "Boże mam 20 lat co bedzie póżniej skoro juz zaczne odwiedzać psychologów" Ciągnełam to dalej..pewnego dnia siedząc w domu byłam juz w takim stanie ze myslalam ze wybiegne z domu i zaczne krzyczec zeby mi ktos pomogl. Poszlam do Psychologa i wciąż do niego chodze nie pamietam ile tych spotkac bylo 5 czy 6. Mam nadzieje ze to przeczytasz i pomożesz sobie nawet bez wiedzy twojej Mamy. Na początek spróbuj wziasc Deprim od razu mówie ze musisz go brac 3 razy dziennie przez od 10 do 14 dni zeby odczuć jakiekolwiek efekty. Ja nawet nie mam mojej najbliższej rodziny w Polsce zeby uzyskac jakies wsparcie..Kiedy poszlam do Psychologa stopniowo zaczelam odczuwac ulge od tego okropnego bólu jaki nosilam w sobie i nie dawal mi zyc. Zalowalam ze nie skorzystalam z pomocy o wiele wczesniej. Im dlużej czekasz tym gorzej bedzie sie tego pozbyc. Zrób coś z tym zanim będzie za późno. Pozdrawiam
do załamanej
Napisane przez julka, 21 marca, 2007
ja z moja depresja walcze juz prawie piec lat .bylam w ciazy i urodzilam cudowna coreczke az pare miesiecy po porodzie zaczely sie bole brzuch mdlosci zawroty glowy itp poszlam do pracy i jakos to wszystko przeslo po paru latach znowu zaszlam w ciaze i przez cale 9 miesiecy czulam sie ok po porodzie to samo bol glowy nidnosci zawroty glowy kolatanie serca strach przed smiercia wyobrazalam sobie wlasna smierc jak to bedzie kiedy umre co bedzie z moimi dziecmi z mezem chodzilam to lekarz to mowil ze to nerwy zrobiono mi badanie krwi wyniki ok badanie kalu wyniki ok te4raz wybieram sie do psychologa zonaczymy co bedzie pozdrawiwm pa tez idz do psychologa
to juz chyba tez depresja
Napisane przez kamila, 22 marca, 2007
mam 24 lata w tym momencie przebywam za granica...mam wszystko co ludzie potrzebuja zdrowie...kochana mame...siostre...i jej coreczke....ale chodze smutna , nawet teraz nie wiem co pisac..poprostu przeczlapuje sie Z dnia na dzien....mam wrazenie ze wszyscy ludzie ktorzy mnie otaczaja sa wredni i zle mi zycza...ze jak kiedys wroce do kraju to beda nie mili a ja sie boje przyszlosci...zawsze jak ide gdzies do pracy czy mam cos zalatwiec to chce mi sie plakac ....najchetniej siedzialabym tylko w domu.....napiszcie co o tym myslicie....
Proszę o pomoc!
Napisane przez wiola 18, 23 marca, 2007
To co sie ze mną dzieje trwa ok.1,5 roku.Nie mam sił by walczyć.Cały swiat wydaje mi się ponury.Mam wrażenie że nikt mnie nie lubi,że mam samych wrogów.Ciągle kłóce się z moim chłopakiem.Robię mu wyrzyty,kontroluję go bo jestem chorobliwie zazdrosna.jestem ciagle zamyślona.Mam myśli samobójcze.Biorę tabletki nasenne żeby o wszystkim nie myśleć.Czuję się gorsza od każdego.
....
Napisane przez Solange, 27 marca, 2007
witam. Zauwazylam 2 lata temu pewne zmiany w moim zyciu i od tamtej pory stwierdzilam ze poradze sobie sama...na poczatku nie bylo zle, bo wiadomo rozne zmiany nastrojow itp, rozne mysli no ale dawalam rade.Bylam zawsze pewna ze kto mi pomoze jak nie ja sama...Od stycznia to sie zmienilo..jest tak zle, ze nie potrafie sie uczyc...nie potrafie sie skupic na niczym...z rak mi ciagle wszystko leci i nawet przed chwila stłuklam jajko.!czuje wewnetrzny niepokoj...ciagle ruszam nogami jak siedze i strzelam palcami tak strasznie ze moje rece juz bardzo zle wygladaja...do tego ta moja samoocena(patrze w lustro tylko wtedy kiedy musze, bo inaczej nie moge na siebie patrzec), mialam duzo zainteresowan itp a teraz zeby to robic dalej to sie zmuszam i i tak mi sie nie udaje "pasjonowac moim hobby"...najgorsze jest to ze ja bardzo wrazliwie na wszystko reaguje i nie widze przyszlosci...ciagle przygnebia mnie przeszlosc a przyszlosc i terazniejszosc sa dla mnie jak ciemna kartka i bardzo male na niej drzwi do ktorych nie ma dojscia...ogolnie wiele zlych rzeczy sie ze mna dzieje...zapisalam sie do psychologa i teraz juz wiem,ze moglam zrobic to wczesniej to moze by nie doszlo do takiego stanu(chodz nie bylam jeszcze na wizycie) to chyba polecam wszystkim jak jest jeszcze wczesnie, bo pozniej juz jest tak zle ze nie mozna sobie z wlasna osoba rady dac i jest sie niczym...
Jestem zmÄczona.
Napisane przez edzia, 28 marca, 2007
Macie fajnie, ja męczę się ze sobą już 4 lata, mam rodzinę i śliczną 11letnią córkę a pomimo to coś zmieniło moje nastawienie do życia. Jestem już bardzo zmęczona, bardzo się staram aby nikt nie zauważył że chce "mnie trafić...".
Gdy widzę,że jest źle pprstu płaczę, wściekam się a potem jest już tylko gorzej. Czuję się ospała, nic mnie nie cieszy, wszyscy patrzą na mnie krzywo-nic nie rozumieją a ja tak bardzo chcę aby wszystko było normalne.Godzinami sprzątam dom, aż do przesady.I tak nikt tego nie zauważa. Czasem jest lepiej, na krutko ale potem znowu nie mogę się pozbierać, najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego tak jest. Zawsze byłam radosna? Czasem myślę, że to poprostu nie ja...
ryczeÄ mi siÄ chce
Napisane przez magda, 04 kwietnia, 2007
jestem umęczona, mam dość ludzi i ich problemów i tego że ciągle czegoś chcą ode mnie. Chcę swiętego spokoju, ciszy, nieróbstwa, wolnego umysłu, żeby mieć czas na jakieś bzdurne rzeczy do roboty, na nic nie mam czasu, ciągle w biegu, ciagle coś muszę, myśli ciągle mi krążą po rzeczach do zrobienia, terminach, usiłuję wszystko przewidzieć choć wiem że to bez sensu bo nigdy nie da się zabezpieczyc przed każdą ewentualnościa, wiem że inni w moim zawodzie sa tacy jak ja bądź gorsi i nie maja kompleksów a wręcz przeciwnie, za bardzo we wszystko się angazuję, spalam...mam dość
do załamanej
Napisane przez Natalia, 06 kwietnia, 2007
ja tez jestem w podobnej sytuacji...za niecały miesiąc mam mature a nie mam motywacji żeby zacząć sie uczyć...ale spotkania ze znajomymi, wspólne wyjścia i rozmowy bardzo Ci pomogą bo właśnie to testuje i powoli dochodzę do siebie. Powinnaś być aktywna fizycznie, np od czasu do czasu powinnaś pojeździć na rowerze czy lekko pobiegać. Ja trenuje biegi długodystansowe i trenigi pomagaja mi zapominać o tym że niedługo bede przed ważnym egzaminem życiowym. Trener uczy mnie walki i nie poddawania sie w każdej sytuacji. Powtarza że kto więcej ścierpi ten osiągnie jak najlepsze wyniki nie tylko w sporcie ale i w życiu:) więc głowa do góry:) znajdz sobie jakieś zajęcie i przyjazne towarzystwo.
help
Napisane przez karolina, 10 kwietnia, 2007
eh... mam już depresje od roku... i nikt tego niewidzi... niewiem co mam robic. nie mam ochoty na nic... ciagle spie,nie jestem juz zainteresowana niczym... nie umiem sie skupic trzesa mi sie rece zaczelam opuszczac szkole ze strachu ze mnie ktos skrytykuje... rodzice mimo ze wiedza o tym jakos mi nie chca pomoc... chlopak tez tylko teksty... zmobilizuj sie i to wszystko :(((( chce umrzeć :(((((((
sport
Napisane przez iku, 15 kwietnia, 2007
kochani uciekajcie w sport . to lek na wszystko. Bieg, rower,woda i systematyczny ruch. I oczywiście wytrwałość wytrwałośc,wytrwałość wtym co robicie . Zgadzam się z Natalią to przykład ,że można
zdolowany
Napisane przez mieszko, 18 kwietnia, 2007
mam depresje juz siedem lat...i ciagle z nia walcze,nie wiem kiedy wygram ta walke,ale mysle ze tak trzeba.
Podobno jestem przystojny i mam "powodzenie2 u dziewczyn,ale co z tego skoro nie wierze w to ze znajdzie sie taka ktora zaakceptuje moja odmiennosc... Jedyne co mnie ratuje to wiara w Boga...ale ile mozna zyc w samotnosci?... Jestem sam juz od ponad dwoch lat i od tego czasu nie potrafie sie zakochac,a jesli tak sie stanie to i tak nic z tego nie wychodzi. Chce poznac dziewczyne ktora tak jak ja cierpi na to "cos" Moze we dwoje da sie pokonac to zmeczenie i brak radosci z zycia.. Jesli chcesz napisz do mnie,moze bedziemy w stanie sobie pomoc... Mam na imie Mieszko i 26 lat,a to moj adres e-mail mieszko.7@onet.eu Pozdrawiam mocno i czekam
depresje można pokonać.
Napisane przez Dorota, 19 kwietnia, 2007
Mam 37 lat,i wiem co to depresja...zaczęła się po urodzeniu drugiego dziecka,zawroty głowy,nudności,strach przed wyjściem z domu...unikałam ludzi,nawet wyrzucenie śmieci sprawiało mi trudności,bałam się,że wyjdę,i zemdleje...Kiedyś dostałam list od mojej siostry,list który pomógł pokonać mi lęk,pokonałam depresje,bez wizyty u lekarza,bez środków farmakologicznych.Trzeba cieszyć się życiem,ja potrafie.Nie można się poddać chorobie.
depresja czy nie depresja ;(
Napisane przez dorota, 23 kwietnia, 2007
mam 22 lata nic mi sie niechce ,rano wstaje i wszystko odnowa bol glowy ,ciąngle chce mi sie plakac,mam wrazenie ze wszystko robie zle ,jestem strasznie otempiala zapominam najprostsze polecenia i rzeczy, najlepiej zamknela bym sie w cichym pokoju i tak sobie siedziala ,bylam u psychiatry ale on ztwierdzil ze nie mam depresji tylko wahania nastrojowe.w pracy ktos domnie cos mówi a ja jak otempiala nawet niewiem jak to opisac co sie ze mna dzieje jest godzina 05;18 a ja niespie , mam problemy ze spaniem ,ludzie powiedzcie mi sami co sie zemna dzieje;(
ja już nie mam siły
Napisane przez tomek, 26 kwietnia, 2007
mam juz dosyć powoli przygotowuje się do odejścia. strasznie się boje
potrzeba wsparcia
Napisane przez ola, 29 kwietnia, 2007
Mam 22 lata i depresje juz jakis czas.Moj narzeczony nie rozumie jak to mozliwe pyta o przyczyny a ja nie umiem rzeczowo odpowiedziec. Ze jestem taka mloda to nie mam prawa miec depresji, tymczasem ja jestem coraz bardziej zmeczona. Ostatnio czuje sie coraz to gorzej... Mialam juz takie stany dosyc dlugie ktore przechodzily ale teraz znow sie tak czuje i tym razem jest duzo gorzej. Nie mam sil nie moge sie skupic ani zmusic do pracy. Siedze tylko nad monitorem i mam wyrzuty sumienia ze znowu cos zawalam. Ciagle placze niekiedy wpadam w histerie lub tez jestem agresywna. Przeraza mnie przyszlosc odczuwam czesty niepokoj duszenie w sercu, w zwiazku mamy tez slabsze dni, boje sie stracic ukochana osobe, jest to mi bardzo bliska osoba ale niestety nie rozumie mojej przypadlosci nawet ostatnio probowalam o tym rozmawiac i tylko mnie to dobilo. Ogolnie jestem niesmiala i mam trudnosci z wyrazaniem emocji a ten brak wsparcia mnie dobija. Nikt tego nie widzi ani nie wie o tym. Nawet nie mam za bardzo z kim porozmawiac.
Nocne kontemplacje..
Napisane przez Fiola, 13 maja, 2007
Ja to mam przechlapane, męczę się z tym już bardzo długo i chyba najwyższy czas coś z tym zrobić. Narzie nie stać mnie na całkowitą szczerość ale jutro jak omówię problem z moim mężem podzielę się nim z wami... Trzymajcie za mnie kciuka
MAM DOSC TEGO DOŁA
Napisane przez ULKA, 19 czerwca, 2007
mam 34 lata i chyba depresje od jakiegos czasu zaczelo sie ze mna cos dziwnego dziac. mialam ucisk w klatce myslalam ze mam zawal potem cos mnie dusilo w gardle , mdlosci ,bol brzucha i bardzo silne bole glowy do tego doszla jeszcze bezsennosc. nie wiem skad sie to wzielo ale mam juz dosc tego , ze wiecznie mi cos dolega. bylam u psychaiatry dostalam leki odstawilam je poniewaz gdy je bralam nie nadawalam sie do niczego tylko spalam i wewnetrznie sie zle czulam czy dam rade i poradze sobie bez lekow?
moje złe nastroje
Napisane przez Monika, 20 czerwca, 2007
Mam 28 lat, wspaniałego męża, dom z ogrodem, swietne perspektywy i tak naprawdę czuję się przeraźliwie samotna i przygnębiona. Zaczęło się jakieś 4 lata temu, byłam wiecznie zmęczona, zdołowana, stroniłam od ludzi i ciągle czułam się gorsza, przy jednoczesnie ogromnym pooczuciu własnej wartości. Zawsze byłam najlepsza i nagle, gdy poprzeczka urosła i okazało się, że ktoś jest lepszy, zamiast walczyć, odpuszczałam sobie i poddawałam bez walki. W końcu uwierzylam, że nic nie umiem i nikt nie był w stanie mi pomóc. Zamknęłam się w sobie, choc przeraźliwie potrzebowałam jakiejś rozmowy i pomocy. Rozmowa z mężem kończyła się kłótnią o byle bzdurę, obwiniałam go, że nie potrafi mi pomóc. Nie realizuje się zawodowo i jestem ciągle zfrustrowana. Moi teściowie mnie nie akceptują, czuję się gorsza i wiecznie kłóce się o to z mężem. Mam wszystkiego dość, typowy syndrom ucieczkowy, zaszyć się gdzieś, ukryć lub skończyć męki. Rano świat wygląda lepiej, ale wieczorem nastrój i pada. Potwornie wykańczająca praca sprawiła, że zupełnie się wypaliam, nie lubię ludzi i wszędzie widzę wrogów. Nie lubię psychologów od czasu, gdy kiedyś wyciągnęłam z podobnej depresji moją dawną przyjaciółkę-psycholog. Po latach, gdy sytuacja się odwróciła, w rozmowie potraktowała mnie tymi prymitywnymi tekstami, które gdzieś wczesniej przeczytała w książkach psychologicznych. Nie byłam dla niej przyjaciółką, tylko obiektem badań. MIałam ochotę strzelic ją w twarz. Od tej pory nie mam zaufania do psychologów, są sobie bardziej potrzebni, niż większości nas. Wierzcie mi, oni dopiero mają problemy, nasze nastroje to nic. Moja agresja i frustracja narasta, nie potrafię sobie z nią poradzic, mam mnóstwo rzeczy na głowie, ale sobie nie radzę. Nie wiem co mi jest, nie chce mi się żyć i ciągle myślę o śmierci, ale z drugiej strony chcę żyć i cieszyć się każdym dniem. POzdrawiam wszystkich :)
szansa na życie bez depresji
Napisane przez Joanna, 05 lipca, 2007
Cześć. Mam 27 lat. Od 6 lat cierpię na depresję. Zanim ją u siebie zdiagnozowałam próbowałam wszystkich innych sposobów. Więcej pracowałam, zajmowałam sobie czas żeby tylko o tym nie myśleć, że jest mi żle. Aż do zeszłego roku. Wiedziałam, że jest to ostatni mój rzut tej choroby. Zdecydowałam się i poszłam do psychiatry. Biorę leki i czuję się super. Wszystko co było czarne teraz jest kolorowe. W pracy idzie mi super. Poszłam na studia, itp. Bez leków nigdy by mi się to nie udało. Jestem szczęśliwa a w raz ze mną cała moja rodzina. Więcej czasu poświęcam córce i mężowi. Wszyscy dookoła widzą niesamowitą zmianę. Każdy się pyta co ja takiego zrobiłam, że jest mi tak dobrze. Radzę Wam wszyscy moi kochani. Nie bójcie się o tym mówić, o tym jak bardzo cierpicie. Szukajcie pomocy, bo ja ją znalazłam. Idzcie do dobrego psychiatry, który odmieni wasze życie. POWODZENIA!!!!!
nie mam sily
Napisane przez aneta myszkow, 12 lipca, 2007
ja juz nie mam sil do zycia jestem na dnie tego glupiego zycia wszysko runelo teraz nerwy nie pozwalaja mi normalnie zyc nerwy nonstop a to tesciowa to moz alkocholik i tak dzien w dzien hciala bym uciec daleko od tego wszystkiego od tych awantur i wogule nawet nie chce sie zwrucic do psychologa niewiem czy sie boje czy naprawde nie chce trudno zyc tak ciezko na sercu nie mam sily naprawde nie mam ale mam synka i dla niego musze byc silna ale czasami nie moge
teraz zaczynam wierzyÄ!!!
Napisane przez Emilia, 17 sierpnia, 2007
Hej!depresja zaczęła się u mnie nagle.przechodziłam straszne męki!!!zaczęło się od duszenia w gardle jakby ustała mi jakaś kulka która nie chce dać się połknąć!zaczęłam się dusić nie mogłam nic przełknąć nawet łyk wody był dla mnie czymś nie dozrobienia!brakowało mi śliny!KOSZMAR!!!jezdziłam od szpitała do szpitala i nik nie wiedział co mi jest.badania miałam wszystkie super a tego uczucia jakbym odchodziła już z tego świata niezapomnę do końca życia!decyzję o konsultację psychjatryczną poprosił mnie mój lekarz rodzinny.uwierzcie mi że zgodziłam się od razu.diś wiem że gdyby nie on nie wiem czy bym się zdecydowała.w czasie czterech tygodni nic nie jadłam przyjełam tylko dwie kroplówki z witaminami schudłam 12kg.po wizycie u mojego psychiatry odzyskałam chęć do życia i w końcu zaszęłam normalnie jeść.od marca jestem na lekach na początku było ciężko chodziłam otumaniona ale bardzo wyciszyły mój układ nerwowy.dziś jestem normalną dzewczyną która w czerwcu wyszła za mąż,mam kochanego męża który jest dla mnie dużym oparciem w mojej chorobie!nauczyłam się wyrażać swoje emocje które kiedyś gryzłam w sobie,pewne sprawy całkowicie olewam,słucham muzyki która jest dla mnie odskocznią od problemów!nie wiem jak długo potrwa moje leczenie ale mam nadzieję że już nigdy to nie wróci.mam dopiero 23 lata myślę że jeszcze wiele pięknych chwil w życiu przede mną!trzymam za Was kciuki!namawiam wszyskich którzy sami juz sobie nie radzą na wizytę u psychiatry,uwazam że to choroba jak każda inna i nie można się jej wstydzić.nadeszły czasy w których bardzo młodzi ludzie już potrzebują pomocy a jeżeli można ją od kogoś otrzymać to czemu by z niej nieskorzystać?!Pozdrawiam Was wszystkich gorąco!
:(
Napisane przez Justyna, 03 listopada, 2007
z tego co patrze to jestem najmłodsza i ja nie mam jeszcze depresji ale ostatnio często łapie mnie chandra i to mocna....nie wiem o co chodzi zaczynam płakać bez powodu i mysleć ile jeszcze złych rzeczy robie i czemu mi nic nie wychodzi...współczuje osobom które wyżej się wypowiadały i sobie samej też...:( bo ja już nie wyrabiam
deprech
Napisane przez piter, 08 listopada, 2007
depresja to jest coś co nie da sie tego opisać bo ci sie nie chce bo masz właśnie depreche i masz wszystko w d.... to co piszecie to już tylko pozostałości po niej, czasem można mieć lepszy dzień ale tylko na parę chwil. z tego trzeba wyjść samemu, znaleźć tzw sens życia, choć
będzie czasem ciężko
los
Napisane przez Kasia, 20 listopada, 2007
Mam depresje poniewaz w decydujacych momentach zycia zachowuje sie dziwnie, mozna rzec wbrew sobie samej. Nie wiem dlaczego podejmuje w waznych chwilach ciagle zle decyzje. To jest tak, ze nawet jak mozolnie buduje zwiazek, czy kariere to w efekcie i tak burze to co udalo mi sie stworzyc. Dlaczego tak sie dzieje, nie mam pojecia. Jakas autodestrukcyjna sila dochodzi do glosu za kazdym razem kiedy jest lepiej, kiedy podnosze glowe. Wobec tego nie chce mi sie juz nic, skoro wszystkie wysilki prowadza do upadku.
mam tak samo:(
Napisane przez Ewcia, 26 listopada, 2007
Mam podobnie jak Ty.Wiem, ze na depresje cierpialam dluzej, ale starlam sie o tym nie myslec zajac praca, uczelnia.Przez jakis czas wychodzilo, tlumilam siedzacy we mnie smutek i staralam sie tego po sobie nie pokazywac.Mozna powiedziec ze spadlam na dno i nie moge sie pozbierac.Stracilam wszystkie te rzeczy, ale to ja sama podjelam taka decyzje.Przyszedl moment, ze sam dojazd na uczelnie powodowal we mnie panike i ataki mdlosci.Z tym nie dalo sie wytrzymac ,doszly tez inne problemy.Nie wiem co bedzie dalej.Narazie pomagaja mi najblizsi, ale juz tyle razy upadalam by podniesc sie na nowo.Nie wiem czy i tym razem wytrzymam, bo z gory zakladam ze znowu bedzie tak samo:(
...
Napisane przez Magda, 28 listopada, 2007
czuje sie fatalnie..
nie moge sie nawet uczyc jak to zmienic? chce zaczac zyc i przestac juz udawac ze jest dobrze ale czy dam rade! sama nie wiem.
tak wam współczuję
Napisane przez ilonka, 07 grudnia, 2007
Niedawno zmarł mój tata w wieku 51 lat.To było totalne zaskoczenie, po prostu usiadł i było po wszystkim. Nigdy nie widziałam mojej mamy w takim stanie. Świat zawalił mi się na głowę.Za kilka dni miałam zdawać maturę, nie mogłam się uczyć, bo łzy same płynęły mi po policzkach.I wtedy pomyślałam, że muszę tą maturę zdać dla niego, nie mogę go zawieść.Miałam chwile, kiedy myślałam, że nie dam rady, chciało mi się płakać, bałam się zmierzyć z tym wszystkim co mnie jeszcze czekało ale przede wszystkim bałam się o mamę. Ciągle powtarzała jak będziemy bez niego żyły.Na nogi postawiło mnie świadomość, ze mój los był w moich rękach. Na nikogo nie mogłam liczyć, wiedziałam, że jeżeli chcę coś osiągnąć muszę o to walczyć. Spróbowałam i udało się. Dużo pomogły mi spotkania z przyjaciółmi,rozmowy, słowa wsparcia i otuchy. Rozmowy o wspólnych planach na przyszłość i o tym jak może być pięknie.Warto żyć dla takich chwil.Teraz potrafię cieszyć się nawet z najmniejszych rzeczy, to daje mi siłe na następne dni. Cieszę się, że to tylko tak się skończyło. Pozdrawiam wszystkich i życzę mnóstwo sił do walki z chorobą i wsparcia od najbliższych, bo ono jest naprawdę bardzo ważne.
nic nie znacze
Napisane przez ania, 11 grudnia, 2007
od kilku lat mieszkam za granica, ciagle nie mam pieniedzy,bo pozyczam i nie zostaja mi oddane, glupia jestem. Zwiazalam sie z zonatym facetem, ktory nie zyje ze swoja zona i twierdzi, ze mnie kocha.Ja tez go kochalam. Teraz nie wiem jak od niego odejsc.Jestem za slaba, zmarnowalam przez niego szanse na normalny zwiazek, wystraszylam sie. Mysle, ze na nic lepszego nie zasluguje.Nie warto mnie kochac, bo za co.Tak bardzo chce miec rodzine,a on tego nie rozumie,dobija mnie kazdym slowem, gestem, a mimo to...Ostatnio ciagle placze, gdyby nie tabletki i strach o mame to bym ze soba skonczyla.Nic dobrego mnie juz nie czeka,sama jestem sobie winna,a szczescie bylo tak blisko.Teraz ten facet ma mloda zone i dziecko w drodze.Chcial sie spotkac,zakochac sie we mnie,ja chcialam jego az do bolu,ale glupia za dlugo czekalam.Nie uwierzylam mu.Teraz chce przestac istniec,moc sie polozyc i przestac oddychac,czuc,plakac.Chce kochac,ale czy jeszcze potrafie? Londyn to duze miasto i jest tu wiele mozliwosci na znalezienie smierci.Potrzbuje pomocy,samajuz nie dam sobie rady.Do tej pory mi sie udawalo,ale juz nie mam sil.Jak znalezc psychologa w Londynie?
..
Napisane przez monika, 18 grudnia, 2007
czytam wasze komentarze i jakbym siebie widziala za miesiac mam 18 nastke od wakacji tego roku zaczelo mi cos dolegac .. samotnosc niewychodze do ludzi siedze w domu niemoge sie skupic uczyc ani nic tylko bym lezala albo sluchala muzyki jakiejs przytlaczajacej niewiem nie umiem sobie z tym poradzic nie wiem co mam robic nie chce powiedziec mamie bo powie ze ćpam a niewiem jak sie zapisac do psychologa i wogule mieszkam w malym miasteczku niewiem gdzie on jest niewiem nic nie wiem co robi :( ida swieta a mnie to nieobchodzi chce zyc normalnie
mam tak samo jak wy... :(
Napisane przez zanemizowana, 19 grudnia, 2007
Przygnebienie zaczelo sie u mnie od zwyklej anemii-pobladlam,bylam wieczenie zmeczona,z trudem przychodzila mi nauka.Obecnie mijaja juz dwa lata tulaczki po szpitalu,a leczenie nie przynosi efektow.Dodatkowym obciazeniem okazalo sie pojscie do liceum,wieczne zaległosci,ciagle wymagania.Nie wytrzymywalam tej presji.Ponadto pojawily sie dziwne bole głowy,dostalam skierowanie do psychologa.Zbagatelizowal,uznal ze jestem dziewczynka,ktora nie radzi sobie ze szkola.Nikt nie zdawal sobie sprawy przez co przechodze.Zamknelam sie w sobie,nic mnie nie cieszylo..Problem narastal..Stracilam przyjaciol,zaczelam sie klocic z rodzicami...pytali co mi jest,przeciez nigdy taka nie bylam...a kiedy odpowiadalam ze nie wiem ropoczynala sie prawdziwa awantura.Nigdzie,nie wychodze,z nikim sie nie spotykam,wszyscy ode mnie sie odwrocili,nie obchodzi juz mnie szkola....chodze bo musze....w ostatnim tygodniu prawe codziennie plakalam.Z jednej strony brakuje mi bliskich osob z drugiej zas sama sie izoluje...pojawily sie mysli samobojcze...Wreszcie zdecydowalam sie pojsc do psychologa,psychiatra tez okazal sie niezbedny.Jestem na lekach,juz nie placze tak czesto,ale mimo to nie jestem szczesliwa.Zle mi ze soba,nienawidze siebie,mam wrazenie ze nikt nie rozumie co czuje.
Zycie jest piękne!!!!!
Napisane przez Aga, 29 grudnia, 2007
Nie wiem, czy to co przeżywam to depresja, czy nerwica, ale cięzko z tym żyć... Od zawsze tłumiłam emocje, chciałam wynagrodzic mamie to, ze nie ma męża, że okazał sie ostanim draniem, więc byłam idealna córką, grzeczną, usmiechnietą, ustepującą. nie umiem walczyc o swoje, bo zawsze sądziłam, że wystarczy byc dobrym człowiekiem, a świat będzie dobry dla mnie. Niestety tak nie jest, a ja nie mam umiejetnosci olewania... W domu jest kiepsko, mieszkam z mamą w jednym pokoju i chociaż bardzo ją kocham, to brakuje mi własnej przestrzeni, mojego miejsca na ziemi. Jej brat, który mieszka z nami wykańcza mnie nerwowo od lat, robi awantury o wszystko, tłucze rzeczy, wyzywa babcię. Juz tyle razy myślałam,że nie wytrzymam, że zwariuje, że muszę się wynieść bo oszaleję. Ładuję się w beznadziejne związki z facetami, ktorzy nawet na mnie nie zasługują, daję się ranić. Kiedy jestem poza domem funkcjonuje znośnie, choc i tak nie jest idealnie...W tym roku kończę studia, mam plany, chcę wyjechać, pożyc na własną rękę. Mam przyjaciół, którzy trzymają mnie w jako takim stanie. nie wiem, co bym bez nich zrobiła... Ale i tak to, co przechodzę to koszmar. Do tej pory jakos to w sobie dusiłam, teraz po prostu eksplodowało, mam ataki tężyczki, nie mam na nic siły, boję sie byc sama, ale nie chcę byc z kims, mam zawroty głowy, nie umiem sie na niczym skupic, śpię po 12 godzin, albo nie śpię w ogóle, czuje sie jakbym uderzała głową o ścianę, nie wiem, co robić dalej...nie wiem , jak skończę studia. a najgorsze, ze nie umiem podjąć najprostszej decyzji, co dopiero decyzję odnośnie zycia...Ale ja nie chcę sie zabijać,bo teraz tak właśnie jest, zabijam siebie po kawałku tym stanem, ja chce zyc, bo życie jest piękne, tylko muszę nauczyć się to piekno odnajdywać, tak jak umiałam kiedyś. Piekno słońca przeswitującego przez liście, uśmiechu przyjaciół, szemrzącej wody. Muszę się jakos pogodzić ze sobą i odnależć szczęście w sobie, bo bez tego nie odnajdę go nigdzie i z nikim.Uda mi się, bo tego chcę! Byłam u psychologa, ide do psychiatry, pójdę na psychoterapię, będę brała leki, jeśli będzie trzeba, wrzucę na luz, studia skończę rok później, zrobię wszytsko bo bardzo chcę żyć!!!!!!I chcialabym tylko,żeby moja mama zrozumiala, że to nie chandra, ani choroba somatyczna, tylko psychika, i że ja bardzo teraz potrzebuję wsparcia w tym wszystkim, a nie kolejnego lekarza. zwłaszcza,że za tydzień mam rezonans, żeby wykluczyc ewentualnego guza.Mam nadzieję, ze to nie on tak źle na mnie wpływa, bo z tym juz nie umiałabym walczyć. Życzę Wam wszystkim siły i radości życia!!!!!!!
depresja
Napisane przez asziw, 15 stycznia, 2008
boje sie przyszłośc terażniejszoci a przeszłości nie pomiętam niem celu zyciowego wszystkie pasje które mnie cieszyły zgasły.nie wychodzę do ludzi nie mam znajomych a tak ciężko się rozwijać i szukać pomocy nawet nikt nie wie jak mi jest żle.Nie chce mi sie nic nawet wstawac żyć mi się chce ale nie tak czasem próbuje zawalczyć o siebie ale nie podejmuję sie tego bo nie mam siły.Dziwna jest u mnie ta depresja bo czasmi mam super dni pełne eufori rodości którą niszce czarnymi myślami cały czas mam potok myśli które co chwile przeskakują na inne tory czasem nie wiem kim jestem
uszy do góry
Napisane przez anka, 22 stycznia, 2008
Depresja nigdy nie minie bez leków więc trzeba się udać do lekarza .Mi było wstyd stać w kolejkach bo chętnych jest masę wiec poszłam prywatnie.Wizyta ok 50 zł leki ok.40 na m-c /to jeszcze zależy jakie/Citol mi pomógł .Ale trzeba unikać żródła depresji .U mnie to jest praca i nadal z tym walczę.Najlepiej się czuję latem,a łapie mnie zimą .Jakoś się trzymam.Pozdrawiam wszystkich w deprasji i nie poddawajcie się idżdzcie do lekarza,będzie wam lepiej.
Depresja
Napisane przez SĹawek, 22 stycznia, 2008
Moim zdaniem jedynym sensem i receptom na życie jest Bóg. Uświadomienie sobie że jest i to ze nasze codzienne cierpienie widzi i stara sie być przy nas podczas tych trudnych dla nas chwil. Dla mnie samo to że Bóg istnieje to jest wystarczające bo gdyby to nie była prawda to juz dawno bym to wszystko olał i skończył ze sobą. Co do istnienia boga to nie mam ani nie miałem wątpliwości i zadna depresja ani zaburzenia samopoczucia nie wygrają ze mną choć je często mniewam z moją wiarą a wiem że na pewno dodaje mi ona sił dam prosty przykład czym jest nasze cierpienie w porównaniu z tym jakie cierpienie doznał Pan Jezus na krzyżu powiem wam niczym i to co zrobił dla nas to w imie czego tego żebyśmy sie zamartwiali i dołowali nad swoim losem i sobą postarajcie sie to ogarnąć a jeśli macie chandre to tak jak ja to robie zastanówcie sie jakie P.Jezus miał cierpienie w porownaniu do naszego i nie zrobił tego na darmo my mamy okazje to w tych trudnych dla nas chwilach udowodnić i odwdzięczyc się mu za to swoją siłą. Dam kolejny przykład mam dołek a mimo to staram sie jeszcze mimo to pomagać innym ludziom którzy go mają pocieszając ich a na zdrowy rozum sam potrzebuje zrozumienia i pocieszenia ale kiedy uda mi sie pocieszyć kogoś poprawić mu nastrój chcisszby na chwile to sam czuje sie silny i uleczony ze stanu w jakim sie znajdowałem i tak naprawde czuje ze ŻYCIE MA GŁĘBOKI SENS TYLKO TRZEBA GO ODNALEŻĆ i że WARTO ŻYĆ CHOCIASZBY DLA TAKICH CHWIL JAK TA . Moja recepta na depresje przede wszystkim wiara w Boga i pomoc innym w chwilach kiedy nam jest ona potrzebna to powoduje ze czujemy sie silniejsi i potrzebni innym wtedy świadomość tego że udało nam sie pomuc innej osobie chodżby nieznanej jest wystarczająca zapłatą i poczuciem dobrze spełnionego uczynku . Wtedy ja sam jestem wdzięczny Bogu ze doświadczył mnie takim wspaniałym doświadczeniem jakim jest radośc z tego że mimo że czujemy sie słabi i potrzebujemy pomocy jesteśmy sami w stanie ją nieśc innym . Mamy w sobie taką siłe kwestia tego czy chcemy ja wykorzystac a takie coś jak depresja to mówiąc z własnego doświadczenia jest dla mnie tylko słowem a nie stanem w jakim sie uprzednio znajdowałem . Pozdrawiam
Deperesja
Napisane przez Olga, 03 lutego, 2008
zagubiona poprozmawiaj szczerze z mamą. Powiedz dokładnie co ci dolega i ze ci ciężko.Ja sie leczyłąm ponad rok i brałam leki ..tydzien temu odstawiłam i teraz juz lepiej sie czuje chociaż mam typowe skutki uboczne odstawienia. przejdą a ja wierze ze bedzie dobrze.mam dopiero 15 lat ...wiec mam nadziej całe życie przedemna:)
apatia
Napisane przez agatula, 18 lutego, 2008
rozstalam sie 3 miesiace temu z przyjacielem od tego czasu nie moge sie pozbierac doslownie.nie potrafie sie wziasc w garsc.niestety jest taka sytuacja ze nie moge z nim byc.ciagle o nim mysle.boje sie ze dopadnie mnie jakas choroba psychiczna przez ten depresyjny ciagle stan ktory odnosze wrazenie nasila sie.Co mam robic??
Nie wiem co robiÄ!!!
Napisane przez magda, 19 lutego, 2008
leczę się na depresję od ok pięciu lat.lata te były masakryczne wraz z prawie całkowitym zaprzestaniem mówienia i jadłowstrętem. Jestem też po nieudanej próbie s.Obecnie psychicznie czuje sie niby lepiej ale natręctwa dotyczące śmierci samobójczej wracają.Co robić?
i ja ja mam
Napisane przez x, 27 lutego, 2008
Nie chce isc do specjalisty od spraw depresji, bo sama nim jestem...
Wyglada To roznie u wielu ludzi - ja nie czuje potrzeby wstac z lozka, isc sie umyc, uprasowac ubran, umalowac sie, ubrac sie ladnie i wyjsc miedzy ludzi. Nie mam sily wyjsc z domu, patrzec na sasiadow. Przyszlosci "nie widze", albo wyobrazam sobie cos zamazanego w czarnych kolorach. Cala rodzina czuje problem i boi sie o mnie, a ja nie widze sensu zycia. Problem trwa 9 lat... Jestem zmeczona zyciem i czekam na lepszy dzien, ktory moze przyniesie mi usmiech. Pisze na forum, gdyz nie mam z kim porozmawiac - oni sluchaja, ale nie slysza... Tak wyglada jedna z postaci tej choroby, ktorej nikomu nie zycze. M.
moze nie depresja a dystymia
Napisane przez karola, 28 lutego, 2008
myślę,że wiele z nas ma dystymie ( czyli przewlekłe obniżenie nastroju). zwłaszcza w okresach jesienno- zimowych !!!! ale uszy go góry! wiosna idzie i wszystko ku lepszemu!!
depresja i jeszcze depersonizacja
Napisane przez wiolwiolw, 01 marca, 2008
Hej witam jak widze nie jestem sama,mnie juz tez nikt nie slucha ,bo nawet nie ma kto,nie wiem czy depresja jest az tak straszna,choc bywalo zle to uwazam za gorsze ,depersonizacje,czyli syndrom MATRIXA i to powoduje u mnie dolowania,jestem wiecznie nie obecna i czuje sie nie realnie a najgorzej to to ze nie umiem tego dobrze wyjasnic.Nie wiem nawet czy jest jakis lek.Lekarze radza mi wyluzowac hm tylko jak dopiero stracilam oboje rodzicow,rozwiodlam sie mieszkam zagranica i nikogo tu nie ma moze ktos z was wie jak z tego wyjsc,poki mam nadzieje bede walczyc,ale jezeli nie ma z tego wyjscia to po co sie meczyc,najgorsze sa bole ,dzis nie moge oddychac,jestem rozkojazona i kreci mi sie w glowie,prosze o jakos rade pozdrawiam
i jest coraz gorzej...
Napisane przez Ania, 10 marca, 2008
halo, chce sie podzielic swoimi spostrzezeniemi dotyczacymi depresji
otoz...mam depresje...od okolo 2 miesiecy...mieszkam w Anglii i nie pracuje, nie moge znalezc pracy ktora by mnie interesowala, wiec siedze w domu i czekam na narzeczonego...jak wroci z pracy spie do 12..a potem ogladam telewizje i placze, boje sie ze nie znajde zadnej pracy ostatnio budze sie w nocy i placze...nie chce mi sie nic..ani ubrac ani wykapac, ani posprzatac, moj narzezcony tez ma juz dosc choc jest bardzo wyrozumialy i mnie wspiera czasami to mysle, ze lepiej nie zyc, przytylam troche, jem duzo slodyczy ostatnio...czuje sie bardzo nieatrakcyjna..a kiedys bylam pewna siebie, pelna energii, wesola kobieta..boje sie, lek nie pozwala mi sie niczym cieszyc...i jest coraz gorzej... chyba musze isc do lekarza
Jedzenie na poprawę nastroju
Napisane przez Martyna, 13 marca, 2008
Ja sobie zawsze pomagam jedzeniem na słabsze nastroje. Złych nastrojów nie miewam za często, ale żeby nie było zbyt tucząco to kombinuję zawsze jakieś delikatne dania, np. owoce morza, rybki. Taką mieszankę owoców morza można na samym maśle z czosnkiem usmażyć i jest pyszne i niekalorycze. Czasem pozwalam sobie na też na krewetki panierowane. Sama nie umiem ich robić więc kupuję giotowe frosty. Do tego sosik tysiąca wysp i kieliszek białego wytrawnego wina. A potem gorąca kąpiel z olejkiem aromatycznym i fajna książka. Może to śmieszne ale takie drobiazgi pozytywnie na mnie wpływają :)
Potrzebuje was!!!
Napisane przez Aga, 23 marca, 2008
Witam wszystkich
Mam depresje przypuszczam od jakis 5 lat. Teraz mam 25 lat,ale pierwszy taki stan mialam jako 15 latka. Poradzilam sobie z tym, zmienilam szkole, spotykalam sie duzo z przyjaciolmi, bawilam sie zyciem. Pozniej bylo gorzej w wieku 21 lat pierwsza proba samobojcza. Najgorsze jest to ze nikt nie leczyl mojej depresji lekarz przypisal mi prochy bez wyjasnienia co sie ze mna dzieje . Zaczelam chodzic na terapie, tam kazano odstawic mi prochy bo stwierdzono jedynie syndrom DDA. chodzilam na terapie, jednak zle chwile sie ciagle powtarzaly. Od dwuch lat jestem caly czas w tym samym kiepskim stanie, poprawialo sie gdy znajdaowalam jakas nowa milosc, a potem gdy odchiodzila wpadalam w jeszcze gorszy stan i tak przez dwa lata az do grudnia 2007, kolejna proba. Nieudana... i teraz jest najgorzej, nadal mysle o smierci ,ale za bardzo kocham moja rodzine zeby jej to zrobic, ale strasznie ich obarczam za to, nie wiem jak oni wytrzymuaj ze mna , potrafie im wprost powiedziec ze mecze sie przez nich , bo to oni chca zebym zyla.Eh brak slow, nie wime co robic chcialabym to zmenic, ale jak widze to trwa cale zycie, a ja nie chce tak zyc, nie chce byc ciezarem dla mojego meza( o ile ktos bedzie chial mnei poslubic, obecnie jestem znowu sama) , nie chce wydac na swiat dzieci a pozniej ich zostawic, bo pewnie chwil zalaman bedzie mnustwo.Mam dosc psychologow i psychiatrow do ktorych chodze od 5 lat, nikt mi nie pomogl, jedynie co pozostawili po sobie to metlik w glowie.Czy ktos z was wyleczyl sie calkowicie i jest szczesliwy od kilku lat? prosze piszczie do mnie . Potrzebuje was, potrzebuje kogos kto mnie zrozumie, kto jest w taki stasnie jak ja, moze ktos moze polecic jakas dobra klinikie, pojade chocby do innego miasta, bo moj obecny stan nie ma sesnu albo musze cos z tym zrobic, cos sensownego, albo skonczyc z tym bo nie mam juz sil, nadziei i wiary. ataga82@o2.pl PISZCIE!!! napewno odpisze
Gorzej nie będzie...
Napisane przez Edyta, 19 maja, 2008
Witam wszystkich!jak ja was rozumiem:((moze odrazu opisze to co się ze mną dzieje..więc tak..pierwszym ciosem to mysle ze była śmierc wspaniałej osoby..mloda..taki szok tak nagle to sie stało: poczułam ze życie jest tak strasznie płytkie,jest człowiek i nie ma człowieka:(((potem jeszcze oblanie matury i bezowocne szukanie pracy!wszedzie gdzie sie zaczepiłam to tylko na moment nie albo szukali kogos lepszego ode mne-a ułomna nie jestem w szkole zawsze szło mi ok, ale byłam juz wtedy nie do życia,kiedyds byłam zupełnie inna..na moja depresje moze sie składac kilka powodow-a tak naprawde to zaden konkretny ale mysle ze ona zaczeła sie przed tym wszystkim jakies dołki emocjonalne,uciekanie od znajomych,zamykanie sie w domu,ale to i tak było nic!teraz czuje sie jak na skraju zycia i smierci jestem tu ale tak naprawde czuje jakbym stała obok siebie:(cZuje sie tak nierealnie,wszystko jest takie tępe bez barw.pozatym wszedzie widze tylko atak na siebie doszło do tego ze nie wychodze juz nigdzie! a moj chłopak chyba tego nie zrozumie nigdy/leczyc sie nie chce bo nie mam na to dosc silnej woli ani ochoty nawet,zyje bo musze chociaz wyjscie zawsze jest..teraz siedze w domu rozczochrana bezrobotna w jakis domowych ciuchach i zajadam chipsy-chociaz jedzenie w tym wszystkim pozostało zbawienne ale wiecie co?tak mi dobrze..tak daje rade siie prześlizgnąc do nstępnego dnia..straszne wiem ale czuje sie beznadziejna i niezdolna do robienia czego kolwiek,dzis umyłam rano talerz i cieszyłam sie jak dziecko ze dałam rade z łozka wstac i nawet sie doczłapac do komp ale dobrze poczytac ze nie jestem sama z tym dziadostwem!!pozdrawiam was trzymcie sie jakos,trzymam za was kciuki a ja ide spac..paaa:*
to ciągle powraca...:/
Napisane przez daria, 24 czerwca, 2008
depresje stwierdzono u mnie juz w wieku 10 lat, cieżko w to uwierzyć.. Męczyłam sie strasznie, nic mi sie nie chcialo, ciagle czegos sie balam, nie wychodzilam z dom. to bylo okropne, nie potrafilam zyc, ciagle placz placz i jeszcze raz placz.... wizyty u psychologow, lekarzy po kilka razy dziennie, ciagle jakies inne lekarstwa, badania... brakowalo mi sily i ochoty do zycia. stan histerii byl silniejszy ode mnie nie potrafilam nad tym zapanowac... czasem bylo lepiej przez jakis czas ale pozniej znowu wracalo to samo, teraz mam juz 19 lat ale nadal nie jest wszystko tak jak powinno byc,, nadal ogarnia mnie ten dziwny stan histerii poczucia bezsensu zycia, checi do czego kolwiek, czasem juz nie wiem co robic, nie moge spac po nocach. nie biore juz teraz zadnych lekow bo za duzo juz ich zazywalam jak bylam mlodsza. staram sie panowac nad soba ale jest ciezko...Duza radosc daje mi w zyciu to ze mam wspaniala rodzine i chlopaka na ktorego zawsze moge liczyc i to dzieki tym osobom czuje sie szczesliwa...
chciałabym się cieszyc i potrafić usmiechać Napisane przez Angelina, 05 grudnia, 2008
choruję od 5 lat,mam 4 dzieci,kazdy dzień jest katorgą nie do uniesienia,czekam od rana na wieczór,ciagle bym spała ale musze sie zmuszac do podstawowych obowiązków,leki pomagają o tyle że łagodzą mysli samobójcze i lęki,ciagle sie obwiniam o tą chorobę,poznałam psycholog która przypisuje moje stany działaniu szatana i najchętniej kazałaby mi odrzucić leki i udac sie do egzorcysty,już prawie jej uwierzyłam ale patrząc na ilosc chorych w naszym kraju myśle sobie czyzby wszyscy byli opetani,zniewoleni?po raz kolejny spróbowałam udowodnic sobie że ta choroba to mój wymysł,że potrafie byc silna i odstawiłam lekarstwa,niesamowity ból wewnętrzny,lęki,mysli samobójcze powróciły,oprócz męża nikt z mojej rodziny nie podchodzi poważnie do depresji,zwłaszcza moja matka która nie uznaje farmakologii-gdybym jej słuchała już bym nie żyła,w porę zgłosiłam się do poradni ale teraz znowu mam watpliwosci pod wpływem tej psycholog,czuje się winna,byc może zło którego dokonałam w życiu,błędy popełnione spowodowały taki stan,unikam ludzi,zdarza się że wpadam w szał,boje sie wychodzic z domu,mąż przejął dużo obowiązków na siebie,mam fajne dzieciaki i nie mogę przezyc ze nie potrafię sie spontanicznie usmiechac,cieszyc choc własciwie wszystko mam-o jedno was proszę,nie dajcie się wykonczyc tej chorobie,doprowadzic do ostatecznosci,śmierc niczego nie rozwiaże-ja równiez z tym walcze ale samobójstwo przekreśla wszystko,człowiek odbiera sobie ostatnią szanse na cokolwiek,a byc może to cierpienie ma jakis sens którego my nie musimy znac,jest naprawdę mnóstwo leków które moze nie likwidują samej choroby ale likwidują ten najgłebszy ból i mysli samobójcze,trzeba sie przełamac i prosic psychiatre o pomoc,w koncu po to oni się uczą żeby nam pomóc więc dajmy szanse takze im,jak nie jeden to drugi-czesto sa to ludzie naprawde skromni,z powołania-ja na takich natrafiłam,to nie zaden wstyd-choroba jak inne,bardzo mi cieżko ale życzę wam żebyscie trzymali się,mimo wszystko nie poddawali-siłą woli nawet gdyby wasze życie miało przypominac wegetacje,są ludzie niepełnosprawni,chorzy którzy całe życie spedzaja na wózkach,w łózkach i chcą życ-pomyslcie o tym
Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta
|


