10 rzeczy, którymi szkodzisz dzieciom


10 rzeczy, którymi szkodzisz dzieciom
Bycie świeżo upieczonym rodzicem to poważne wyzwanie. Nie masz doświadczenia, a wiedzę musisz zdobyć z czasem. Dzieci rodzą się bez instrukcji obsługi, przed młodym rodzicem staje szereg poważnych, ciężkich wyzwań i decyzji, które mogą czasem mrozić krew w żyłach. Chcesz dobrze, ale nie jesteś pewien, co to oznacza – czy dokonujesz słusznych wyborów? Kto – w sporze dobre/złe – ma rację? Sklepy nie ułatwiają, oferując wręcz zbyt wiele – rynek produktów i akcesoriów dla dzieci to jeden z bardziej nasyconych na świecie. Fora, poradniki i rodzicielskie dyskusje mogą pomóc, częściej jednak wywołują wysyp siwych włosów, związanych ze sprzecznością opinii. Jak nie oszaleć? Jak nie dać się oszukać metce, która nie zawsze mówi prawdę? Nie mamy monopolu na uniwersalne prawdy świata i nie odkryliśmy wszystkiego, co najlepsze. Ale sprawdziliśmy dla was to, co jest najgorsze i co może wyrządzić dziecku poważną krzywdę.

Link do projektu:

https://sportroom.pl

  • Wisiadła

Zdarzają się dzieci, które nie lubią jeździć w wózku. Zdarzają się rodzice, którzy nie chcą wózka pchać. Świat więc przybył im z pomocą i wymyślił nosidła. Rozmaitych marek, kształtów, z różnymi udogodnieniami. Nie będziemy analizować całej oferty sklepowej, dokonujemy pewnego uproszczenia i prezentujemy dwa podstawowe typy – nosidła oraz wisiadła. Te pierwsze, to produkty, które uwzględniają fizjologiczną budowę małego dziecka i potrzeby, z którymi się wiąże. Nogi są rozstawione w odpowiedniej szerokości – w trosce o zdrowe biodra. Ciężar rozkłada się tak, aby nie rujnować kształtującego się kręgosłupa. Drugie natomiast, nic nie robią sobie z anatomii i przyszłych chorób oraz dysfunkcji, które spowodują. Jeśli nie chcesz popełnić błędu, jest jeszcze trzecia opcja – chusty. Samodzielnie wiązane i dające większą swobodę w dostosowaniu do potrzeb dzieci, które przecież miewają różne gabaryty. A jeśli nie wiesz, jak poprawnie zamotać chustę – popyt zrodził podaż, znajdziesz mnóstwo miejsc, w których profesjonaliści nauczą cię poprawnego chustonoszenia.

  • Chodziki

Rodzice z niecierpliwością wyczekują pierwszego słowa, kroku i kolejnych sukcesów młodego człowieka. Czasem nie mogą się ich doczekać tak bardzo, że chcą pomóc. Przyspieszają więc naturalne procesy, robiąc dzieciom krzywdę. Taką krzywdą są chodziki. Sprytne urządzenia, w które wkładamy dzieci, sprawiając że siedzenie podtrzymuje pupę, opierając na biodrach ciężar ciała, nóżki zwisają swobodnie, dotykając lekko ziemi. Maluch odpycha się nimi, stawiając pseudo-kroki. Co się dzieje z małym ciałkiem? Jeśli dziecko nie zaczęło samodzielnie chodzić, oznacza to, że do chodzenia nie są przystosowane ani jego nogi, ani kręgosłup, ani biodra. Ta sztuczna pionizacja na siłę jest prostą drogą do wad postawy. Rodzicu, bądź cierpliwy, dziecko zacznie samo chodzić wtedy, kiedy będzie na to gotowe.

  • Ochraniacze do łóżeczek

Urządzamy dziecięce pokoiki, polewając je lukrem. Dosłownie. I oczywiście nie ma w tym żadnych niebezpieczeństw, o ile wybieramy to, co dobre. Uwielbianym przez rodziców dodatkiem w niemowlęcym łóżeczku bywają bardzo często ochraniacze na szczebelki. Słodkie, zdobione dziecięcymi wzorami, w pastelowo kuszących kolorach. Mają jednak wady, o których niewiele się mówi. Po pierwsze, ograniczają cyrkulację powietrza, zamykając dziecko w pozbawionej przewiewu puszce. Po wtóre, gromadzą kurz i zanieczyszczenia, a prane są znacznie rzadziej, niż codziennie zmieniane ubranka. Po trzecie – i to w aspekcie naszego tematu najważniejsze – stanowią poważne zagrożenie bezpieczeństwa maluchów. Dziecko – noworodek, nie potrafi się samodzielnie obracać. Położone na boku, leży na boku. Ale z tego boku łatwo może się przekręcić. Jeśli przekręci się twarzą w stronę ochraniacza, może się udusić. To nie żart. O ochraniaczach mówi się również w kontekście SIDS (zespół nagłej śmierci łóżeczkowej) – nie są do końca poznane przyczyny, wiadomo natomiast na pewno, że znaczenie ma zdrowe, prawidłowe i niezaburzone oddychanie.

Uspokajając – w kwestii braku takiego ochraniacza – nie zdarzyły się jeszcze przypadki poważnych uszkodzeń ciała w wyniku uderzeń rączkami o szczebelki.

  • Foteliki samochodowe

Grzechy rodziców, którzy są na bakier z wiedzą fotelikową stanowią dość długą listę przewinień. Spróbujemy więc po krótce, z nadzieją, że zainteresowani sami doczytają, jeśli będą chcieli zgłębić temat.

NIGDY nie woź dziecka bez fotelika. To świętość nad świętościami. Uprzedzając „ale”. Większość wypadków zdarza się blisko domu – tam, gdzie jeździmy na pamięć. Fakt, że jedziesz tylko kilometr nie jest więc żadnym gwarantem bezpieczeństwa. NIGDY nie woź dziecka w fotelikach marnej jakości, bez atestów, kupionych z niepewnych źródeł lub w supermarketach. Nie woź dziecka w foteliku, którego historii nie znasz – wielu nieuczciwych rodziców próbuje zarobić, sprzedając foteliki powypadkowe, które nie spełniają już swojej roli. Pasy zapinaj bardzo mocno – źle dociągnięte, zapięte na puchowej kurtce – nie wykonają swojego zadania w trakcie wypadku lub nawet mocniejszego hamowania. ZAWSZE wpinaj fotelik prawidłowo, zgodnie z zaleceniami producenta. Źle zamocowany fotelik nie ochroni życia i zdrowia dziecka w razie kolizji. Tak długo, jak to możliwe, woź dziecko tyłem do kierunku jazdy – w tzw. fotelikach RWF. Znacząco zwiększają bezpieczeństwo, zabezpieczając małego człowieka, którego głowa jest w stosunku do ciała bardzo ciężka, przed niezwykle groźnymi w skutkach urazami.

  • Motylki

Modne, chętnie kupowane, dostępne we wszystkich możliwych kolorach i dziecięcych wzorach. Antywstrząsowe motylki używane są w domach, łóżeczkach i wózkach – podczas spacerów. Właśnie to trzecie zastosowanie jest uzasadnieniem ich tworzenia. Mają redukować wynikające z prowadzenia wózka po nierównościach wstrząsy, zabezpieczając małą główkę. Większość wypchanych po brzegi motylków, otula głowę niemal jak kask, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Ponadto, zaburzają prawidłową postawę, przyczyniając się do jej późniejszych wad. A wstrząsy, którym mają przeciwdziałać? Hm, ani chodniki, ani nawet leśne dukty nie stanowią najmniejszego zagrożenia.

  • Poduszki

Poduszki są powszechnie stosowane przez dorosłych. Wielu dorosłych nie wyobraża sobie wygodnego snu bez miękkiej poduchy pod głową. Swoje przyzwyczajenia przekładamy więc na dzieci i układamy je na mięciutkich poduszkach. Tymczasem, małe dzieci nie potrzebują poduszek, żadnych. Z wyjątkiem sytuacji, w których specjalnie profilowaną, bezpieczną poduszkę zaleca lekarz lub rehabilitant. W innych przypadkach, dziecko doskonale wysypia się, leżąc zupełnie na płasko. Poduszki skutkują tylko i wyłącznie wadami postawy.

  • Smoczki

Odruch ssania u maluchów nie jest żadną tajemnicą. To naturalna potrzeba każdego noworodka. I do jej zaspokojenia stworzono smoczki. Pomagają się uspokoić, wspierają utulenie malucha do snu, wyciszają między posiłkami. Nie są w zasadzie niczym złym, o ile nie są stosowane zbyt często i – co gorsze – zbyt długo. Chwila, w której potrzeba ssania nieco słabnie, to mniej więcej pół roku – pierwszy rok życia. I to jest moment na to, aby smoczek odstawić lub znacząco ograniczyć (pozostawiając np. wyłącznie do snu i stopniowo zmniejszać częstotliwość jego podawania). Jeśli przegapimy ten moment, dziecko już nie tylko reguluje smoczkiem potrzebę ssania, smoczek staje się synonimem ukojenia, spokoju, relaksu i poczucia bezpieczeństwa. A jego odebranie (np. 3 latkowi) stanowi bardzo poważne wyzwanie emocjonalne, okupione prawdziwymi łzami rozpaczy. Brak odebrania natomiast, skutkuje wadami zgryzu, wymowy i trudnościami w nauce mówienia.

  • Elektronika

To bardzo popularny temat. Sporo można przeczytać o szkodliwości dawania dzieciom urządzeń elektronicznych – tabletów, smartfonów czy komputerów. I tu znowu, cała taktyka sprowadza się do umiaru. Zabiegani rodzice w naturalny sposób poszukują ułatwień. Elektronika, ponad wszelką wątpliwość, takim ułatwieniem jest. Korzystanie z niej z umiarem, pokazując dziecku od czasu do czasu jakiś dziecięcy kanał z piosenkami, nie zrujnuje mu życia. Jeśli jednak tablet staje się synonimem szczęścia i narzędziem do codziennych zabaw, mózg malucha szybko stanie się przebodźcowanym ładunkiem wybuchowym.

  • Zamiast wózka

Znowu wracamy do fotelików. A właściwie do nosideł – tych pierwszych fotelików dla noworodków. Zestawy wózkowe (gondola, spacerówka, fotelik) mają bardzo często również adapter do wpinania fotelika – łupiny w stelaż wózka. W ten sposób rodzice mogą ułatwić sobie np. zakupy – kiedy dziecko z samochodu wpinane jest na kilka minut w stelaż, bez konieczności przepinania z fotelika do wózka i z powrotem, tylko żeby kupić bochenek chleba. Wielu rodziców uznaje jednak, że to doskonałe zastępstwo dla gondoli i zaczynają wozić dziecko wyłącznie w nosidle. A to już poważne zagrożenie zdrowej postawy w przyszłości. Fotelik jest bowiem zaprojektowany z myślą o bezpieczeństwie podczas jazdy autem. Nie jest ani zdrowy (powyżej 1-1,5h), ani wygodny podczas spacerów.

  • Pluszowe minky

Piękny, przemiły w dotyku, mięciutki materiał, z którego powstają maskotki, kocyki, kołderki i – o zgrozo – ubranka. Minky to nic innego, jak czysty poliester. Powstaje z przerobionych butelek PET. Choć faktycznie jest niezwykle miły w dotyku, dziecko się pod nim (i w nim) poci, a skóra nie oddycha. Zapakowanie maleństwa w minky nie posłuży jego wygodzie. Może również wywołać problemy skórne, wysypki i podrażnienia. Zostawmy więc minky maskotkom, bo na pewno do takich zabawek miło się przytulać, a na kocyki, kołderki i ubranka wybierajmy materiały oddychające i przepuszczające wilgoć.

Facebook Comments